Wywiad z Przewodniczącym Związku - Dziennik Zachodni - Marzec 2004r

Tematyka wywiadu: powstanie Związku Wypędzonych i jego umocowanie w społeczności kresowian.

- Panie mecenasie, czy zechciałby pan wymienić podstawy prawne roszczeń Kresowian, masowo zapisujących się do Związku?

Ujmując rzecz kalendarzowo - w kolejności należy wymienić: Układ Wersalski i układ pokojowy w Rydze jako akty kończące I wojnę światową, a następnie konwencje międzynarodowe: tj. układ Brianda - Kelloga i konwencję Ligi Narodów - traktujące o zasadach prowadzenia wojen, w tym stosunków wojny agresywnej. Są one dla nas Polaków szczególnie istotne.
Zarówno Niemcy - 1 września, jak i Związek Sowiecki - 17 września 1939r. Dokonując agresji, łamiąc wszelkie normy prawa międzynarodowego i popełniając zbrodnię przeciw pokojowi winne były być osądzone przez społeczność międzynarodową. Stało się to w Norymberdze w stosunku do Niemiec. Rosja Sowiecka - zbrodniarz międzynarodowy, pozostała bezkarna, a Polska - ofiara obu napaści do dziś ponosi konsekwencje tego bezprawia. To pokrótce podstawy prawne naszych "żądań" na płaszczyżnie prawa międzynarodowego. Jeśli chodzi o roszczenia majątkowe, to ich podstawa została zdefiniowana w tzw. Umowach "republikańskich" z Litwą, Białorusią i Ukrainą z września 1944r. Umowy te przy wszystkich do nich zastrzeżeniach ustaliły zasadę, że Polakom i Żydom ekspatriowanym z terenów Wschodnich R.P. zostanie zwrócona równowartość za mienie nieruchome tam pozostawione.
Zasadę tę potwierdził Sąd Najwyższy w swojej uchwale z 1999r.

- Czy Związek Wypędzonych z Kresów Wschodnich R.P. jest odpowiednikiem głośnej kwestii tzw. "wypędzonych" Niemców?

Nie, bo Niemcy nie są wypędzonymi. Ich wyjście z dzisiejszych terenów Polski miało trzy etapy i było - po pierwsze: konsekwencją ucieczki przed zbliżającym się frontem (w ten sposób wyjechało na Zachód około miliona ludzi), po drugie: skutkiem zarządzonej przez władze niemieckie przymusowej ewakuacji (około jednego miliona Niemców). Reszta została wysiedlona na mocy XIII rozdziału Traktatu Poczdamskiego. Należy podkreślić, że po 1945r. każdy kolejny niemiecki rząd w sposób bardziej lub mniej ukryty, był wyrazicielem poglądu, że problem Niemców, wysiedlonych na mocy wspomnianego traktatu z Polski, Czechosłowacji i Węgier jest sprawą otwartą. Kiedy w maju 1998r. Bundestag przyjął uchwałę, że wysiedlenie Niemców zasługuje na potępienie, stało się jasnym, że chodzi tu nie tyle o zadośćuczynienie "wypędzonym" ile o reanimowanie problemów wysiedlonych Niemców. Stąd - był już tylko krok do propozycji utworzenia Centrum Przeciw Wypędzonym.
Oczywiście nikt nie zabrania Niemcom pamiętać o ich dramatach i przesiedleniach lecz nie powinni oni również zapomnieć, kto tę wojnę wywołał. W ubiegłym roku dyskutowany był w Bundestagu temat Centrum.
Rozpatrywano projekt Eriki Steinbach, który ma dokumentować przede wszystkim los "wypędzonych" Niemców i inne bliżej nieokreślone wysiedlenia. Abstrahując od samej idei utworzenia Centrum - nieodparcie nasuwa się refleksja, że zawsze żywe są niemieckie sny o powrocie, a podkreślane, że problem ma wymiar europejski - rodzi moralne oszustwo. Próba stawiania znaku równości między sprawcą, a jego ofiarą - rodzi groźbę zatarcia w pamięci następnych pokoleń przyczyn, które stały się powodem wypędzenia Kresowian i wysiedlenia Niemców.
Szczególnie ulubioną przez Niemców formą spłycania problemu jest przedstawianie dramatu II wojny światowej, jako wspólnoty losów Polaków i Niemców jednakowo w tej wojnie skrzywdzonych. Stawia się demagogiczne, podchwytliwe pytania- czy ból Niemki, matki zabitego w czasie nalotów dziecka ma być mniejszy niż ból matki Polki, która straciła syna w ulicznych egzekucjach Wilna, Lwowa, Warszawy czy Katowic. Dramat jednakowy, ale zupełnie inne, nieporównywalne źródła. Dziecko zabiła bomba w wojnie, którą wywołali Niemcy, syna Polki zastrzelili niemieccy okupanci, rodacy niemieckiej matki. Tego, tak jak i wielu podobnych spraw Niemcy nie rozumieją lub nie chcą zrozumieć.
Związek "wypędzonych" Eriki Steinbach nie jest marginesem politycznym i choć nie zajmuje (moim zdaniem - z powodów taktycznych) tak jak przed kilkunastu laty pozycji rewizjonistycznych, za swój atut uważa sprawę odszkodowań dla wysiedlonych i będzie nim grać po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Sprawa jest tym bardziej grożna dla nas, Kresowian, jako że w swej masie jesteśmy dziś mieszkańcami tzw. ziem odzyskanych, do których oni te prawa kierują. W tym miejscu należy przypomnieć stanowisko niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, który w postanowieniu z dnia 5 czerwca 1992 roku stwierdził, że wywłaszczenie bez odszkodowań niemieckiej własności jest sprzeczne z prawem międzynarodowym. Tymczasem to my, Kresowianie, zostaliśmy naprawdę wypędzeni. Opuszczaliśmy nasze ziemie zagrożeni utratą zdrowia i życia.
W lipcu ubiegłego roku minęło 60 lat od rozpoczęcia czystek etnicznych i zbrodni ludobójstwa na Kresach Wschodnich R.P. Zginęło tam ponad 200 tysięcy obywateli polskich, którzy stali się ofiarami obłąkanej doktryny, że ziemie kresowe muszą być wolne od "Lachów".
Większość ludności polskiej z Wołynia, Podola, ziemi lwowskiej, a także ziemi wileńskiej, o ile zdołała ujść przed bestialstwem nacjonalistów, stała się ofiarami sowieckiego totalitaryzmu. Wywózki na Sybir, do Kazachstanu, łagrów Workuty, a także męczeństwo w sowieckich kazamatach dopełniły gehenny Polaków z Kresów Wschodnich. Czy to wszystko można porównać do warunków, w jakich byli wysiedlani Niemcy?

- Wejście Polski w roku 1945 na ziemie zachodnie i północne...

Jak już wspomniałem, byliśmy jedynie wykonawcami decyzji "wielkiej trójki" ustalonych w umowie poczdamskiej. A jak były one realizowane? Akcja przesiedlenia przebiegała w sposób prawnie uregulowany, humanitarny i pod kontrolą aliantów. Przyjmowanie przesiedleńców przez misję brytyjską odbywało się na granicy w Węglińcu koło Zgorzelca oraz w Szczecinie. Jednym z członków tej misji był pułkownik J. Grouse. Oto jego opinia:
"Widzę wielkie starania władz polskich, by repartiacja Niemców, odbywała się starannie i humanitarnie. Polska jest zniszczona i zajęta wielkim dziełem odbudowy kraju, jak również ekspatriacją swych obywateli z całego świata. Toteż uważam, że uważam, że akcja ta lepiej zorganizowana być nie może.
Czy w tych warunkach można mówić o wypędzeniu Niemców ? Czy nie zachodzą w tym względzie niedopuszczalne manipulacje? Dyskusje o tzw. wypędzonych Niemcach, które ostatnio są manipulowane przez polityków obu stron przeniosły się nawet do gabinetów prezydenckich. Rozmawiali o nich J. Rau i A. Kwaśniewski z racji swej lewicowej orientacji, z jawnym komunistycznym etapem tego drugiego. Koncepcja ich tzw. europejskiego Centrum na razie usuwa w cień nacjonalistyczną wizję Eriki Steinbach.
Uważam, że badania nad przesiedleńcami i wypędzeniami należy zostawić tym, którzy ich doświadczyli, a polityków trzymać z daleka od tych tematów, gdyż jedni boją się prawdy, a drudzy ją fałszują Tacy nie zbudują cywilizacji miłości, bo jej przesłanie nie jest obecne w szablonie politycznych spotkań i debat.
Niemcy teoretycznie nie mówią o rewizji granic, a ich rząd nie utożsamia się z organizacją ziomkostw, gdyż tak nakazuje poprawność europejska. Jednocześnie rządy Niemiec przekazują na rzecz tych organizacji miliony Euro.

- Kresowianie, a kto Wam ma wypłacić odszkodowania?

Chciałbym dla jasności stwierdzić, że prawie nikt z założycieli Związku nie pozostawił majątku na wschodzie.
Mówiąc o prawie Kresowian do rekompensat przypominamy, że jesteśmy pierwszymi wierzycielami Skarbu Państwa i że porządek prawny, który stanowi podstawę naszych żądań opiera się na tzw. umowach republikańskich z 1944 roku, w których ówczesny rząd polski zobowiązał się do zwrotu pełnej wartości mienia nieruchomego pozostawionego na Kresach.
Jak dotąd, nasze państwo nie realizuje przyjętych wtedy zobowiązań, co zmusi nas do szukania innych rozwiązań. Najgorszą rzeczą, jaką sobie można wyobrazić byłoby pozywanie przez Kresowian rządu polskiego przed Trybunał w Strasburgu. Gdyby i ta droga okazała się nieskuteczna - będziemy szukać zadośćuczynienia za utracone mienie u tych, którzy są następcami państwa bezprawia, jakim była Rosja Sowiecka, a więc od rządów Ukrainy, Białorusi i Litwy.

-Akcja "Wisła", Łemkowie, Bojkowie...

Każde wysiedlenie z ojcowizny boli. Polska okrojona przez Rosję Sowiecką po 1945 roku stała się terenem wewnętrznej wojny. Obywatele polscy narodowości ukraińskiej podjęli próbę oderwania siłą części terytorium Polski i przyłączenia jej do sowieckiej Ukrainy. Reakcją na to były działania, które określa się mianem akcji "Wisła", a które w tej sytuacji były prawnie uzasadnione i jedynie słuszne. Przypomnieć warto, że w wyniku przesiedlenia na ziemie zachodnie Ukraińców spotkał awans cywilizacyjny, gdyż kurne chaty zmienili na poniemieckie gospodarstwa.

- Jaką liczbą można określić ilość osób wypędzonych z Kresów?

Około 3 miliony ludzi: wywiezionych na Sybir, do Kazachstanu, tych, którzy wyszli z Armią Andersa i I Armią Wojska Polskiego, oraz tych, którzy zostali wypędzeni i przesiedleni na tereny dzisiejszych ziem zachodnich i północnych. Kresowość jest dziedziczna. Sprawę tą podejmują więc i będą kontynuować dzieci i wnuki wypędzonych. Nie dziwi więc, że na zebrania organizacyjne Związku przychodzi również tyle ludzi młodych.
I Zjazd Związku odbędzie się na przełomie czerwca i lipca 2004 roku, w ramach obchodów 750 lecia nadania praw miejskich Bytomiowi.

2007-05-20 18:48:42


WsteczW góręStrona startowaMapa serwisuKontakt